AKCESORIA SPACEROWE SZYJEMY NA ZAMÓWIENIE DO 5 DNI ROBOCZYCH | INTERNATIONAL SHIPPING AVAILABLE – PLEASE SEND US AN EMAIL

Wyjazd na urlop z psem

Wyjazd na urlop z psem

Pogoda nad morzem w tym roku dopisała, udało nam się zabrać na krótki wypad nasze trzy spaniele. ❤ Zależało nam, żeby znaleźć jakieś spokojne miejsce poza sezonem. Zdajemy sobie sprawę, że najprawdopodobniej był to ostatni wyjazd naszego kochanego Fredzia. Nowotwór płuc postępuje, ale nie poddajemy się. Popływał sobie w morzu, cały wyjazd radośnie machał ogonkiem i był jak zawsze ulubieńcem wszystkich, których spotkał na swojej drodze.

szelki guard duch lasu native romby Freddie and Wolf

Wyjazd z kilkoma łobuzami wymaga więcej przygotowań, ale w naszym przypadku nigdy nie stanowiło to problemu, zawsze było ich 4-5. Poza paszportem ze szczepieniami, apteczką oraz jedzeniem, zabieramy nasze maty podróżne – przydają się na plaży, w lokalu, ale przede wszystkim w domku jako legowisko.

mata podróżna dla psa perun Freddie & Wolf

Towarzyszyły nam również dwa zestawy szelek – guard do wody, bezuciskowe na spacery, a dla najmłodszej Harmoszki obroża. Fredzio z racji wieku oraz nowotworu płuc chodzi tylko w szelkach, a Fay ma delikatną tchawicę i na obroży się dusi. Smycze przepinane w restauracji zapinaliśmy wygodnie do stołu, żeby psiaki mogły obok leżeć, do wody natomiast miały linki gumowe na 5 i 10m.

Freddie and wolf copywright

Kolejną rzeczą bez której nie ruszają się nasze uszatki, to snoody @schowajuszy – zabezpieczają one uszy przed brudem, jedzeniem, kłosami i innymi spacerowymi niespodziankami.

Mieliśmy to szczęście wynajmować guest house od znajomej, niedaleko plaży, ale spokojnie możecie sobie coś fajnego znaleźć na Półwyspie Helskim. Dla nas Kuźnica poza sezonem, świeże ryby, spokojna woda w Zatoce, była idealną kombinacją, a czas spędzony z czworonożnymi przyjaciółmi – bezcenny. ❤

 

Freddie and Wolf copywright
Strata psiego przyjaciela

Strata psiego przyjaciela

Jako przewodnicy i opiekunowie psiaków zdajemy sobie sprawę, że życie naszych przyjaciół jest zdecydowanie za krótkie. Niemniej boli za każdym razem kiedy odchodzą, a gdy odejście jest niespodziewane, zwłaszcza młodego zwierzęcia, mam wrażenie, że ból jest jest jeszcze większy. Dla naszej rodziny pierwszy raz od 30-tu lat przyszło nam sobie z tą nagłą stratą radzić.

Nie sadziłam, że przyjdzie mi kiedyś zostawiać tutaj wpis o Grace, która odeszła przed chorym na nowotwór płuc Fredziem. Jest on obecnie w trakcie chemioterapii, dzięki której choroba wolniej się rozwija, a on czuje się na tyle dobrze, że może bez przeszkód biegać za ukochaną piłeczką.

 

Grace Margaret's Pride

Tydzień temu we wtorek o 17:10, zgasło nasze piękne Słoneczko. Po ciężkiej walce pod okiem Pani doktor Magdy oraz jej zespołu, który robił wszystko co było w ich mocy, aby ratować jej życie. Wciąż jesteśmy w szoku całą rodziną i nie możemy dojść do siebie. Miała zaledwie cztery lata, była kochanym i słodki psiakiem, troskliwą starszą siostrą dla naszej najmłodszej Harmoszki oraz prawdziwą przylepą, która nie opuszczała nas nawet na krok.

­​

Grace Margaret's Pride

W trakcie diagnozowania, we krwi wyszła choroba odkleszczowa. Grace od dłuższego czasu zmagała się z brakiem apetytu, co było dla nas niepokojące. Konsultowaliśmy się z naszą ówczesną weterynarz oraz jeszcze drugim profesorem z Warszawy. Niestety leczenie jak się okazało było nieskuteczne. W poniedziałek mieliśmy jechać na kolejną konsultację do jeszcze innego lekarza, której nasze maleństwo już nie doczekało. W środku nocy dostała bardzo wysokiej gorączki i silnych drgawek. Musieliśmy szukać innej kliniki, gdzie po dojechaniu na miejsce okazało się, że wdało się zapalenie otrzewnej, a następnie obrzęk mózgu.  

Walczyła dzielnie do końca, jeszcze dzień wcześniej była wesoła, wychodziła na spacerek…

Grace Margaret's Pride

W ostatnich chwilach byliśmy przy niej, ukojenie daje mi myśl, że czuła jak bardzo jest kochana. Niektórzy z Was wiedzą, co przeżywamy, dlatego dziękujemy za zrozumienie i zapytania pełne troski. Jest to dla nas niezwykle bolesne, ciężko to wszystko pojąć rozumem i wyrazić słowami.

Grace Margaret's Pride
Grace Margaret's Pride
Grace Margaret's Pride
Grace Margaret's Pride
Komfortowa mata podróżna | Travel dog mat

Komfortowa mata podróżna | Travel dog mat

Wspólne spędzanie czasu z psem, spacery, wycieczki, wymagają odpowiednich akcesoriów. Jeżeli tak jak i my, lubicie zabierać swoje psiaki ze sobą na różne wyjazdy, przyda się nasza mata podróżna, którą możecie rozłożyć w każdym miejscu.

mata podróżna dla psa perun Freddie & Wolf

Ostatnio udało nam się uchwycić kilka wspólnych kadrów razem z Grace i Fredziem. Jesień zdecydowanie zaskoczyła wszystkich piękną pogodą, a mata doskonale zastąpiła nam na piasku pled.  

mata podróżna dla psa perun Freddie & Wolf

Mata podróżna w myśl ekologii jest ręcznie szyta z resztek obiciowego materiału, który pozostał nam z legowisk i spokojnie można ją prać w pralce. Jest miękka i wygodna, a kompaktowy rozmiar pozwala ją zabrać wszędzie. Jeżeli macie większego psiaka i chcecie wygodnie rozłożyć ją w vanie, dajcie nam znać w wiadomości prywatnej i odszyjemy na wymiar. Każda z mat ma unikatowy, zaprojektowany przez nas wzór. Na zdjęciach widoczne jest Perunowe Niebo.

mata podróżna dla psa Freddie & Wolf Perun
mata podróżna dla psa perun Freddie & Wolf
Mata podróżna dla psa
box prezentowy święta pomysł na prezent box dla psa box dla opiekuna. Mata podróżna dla psa
Z pasji do tkania – rozmowa ze Stanisławą Gluzą

Z pasji do tkania – rozmowa ze Stanisławą Gluzą

Zagłębiając się w historie naszej bohaterki, warto podkreślić, jak bliska jej duszy jest twórczość, czerpiąca inspirację z kultury naszych przodków. Stanisława zajmuje się ręcznym tkaniem słowiańskich pasów, zwanych również krajkami. Odkrywa ona przed nami tajemnice tej niezwykle pracochłonnej i wymagającej precyzji sztuki. Kobiety ozdabiały nie tylko damskie, ale również męskie stroje, pięknymi kolorowymi pasami, które barwiły naturalnie, korzystając z darów matki ziemi.

 

Z pasji do tkania – rozmowa ze Stanisławą Gluzą

 

Skąd, Stasiu, zainteresowanie właśnie tym rzemiosłem i chęć zgłębiania techniki tkania?

Tkactwo tabliczkowe jest dla mnie idealnym połączeniem trzech pozornie niezależnych elementów, które, przeplatając się w różnych proporcjach, dają mi niesamowitą frajdę. Po pierwsze, tkactwo rozbudza zainteresowania szeroko pojętą historią i archeologią, uzupełniania wiedzę o nowe źródła i odkrywanie fascynujących drobiazgów składających się na życie i pracę ludzi z dawnych epok. Po drugie, jest to rzemiosło polegające na tworzeniu z prostego półproduktu czegoś konkretnego, rzeczy pięknej i użytecznej. A doskonalenie znanych technik i poznawanie nowych to przygoda. Wreszcie po trzecie, tkactwo ma w sobie element artystyczny, uwalnia fantazję i ekspresję, pozwala eksperymentować z materiałami i kolorami, zaspokaja naturalną potrzebę tworzenia i używania czegoś pięknego.

Kto wprowadził cię w ten świat i jakimi metodami wykonujesz krajki?

Mgliste opowieści o istnieniu grup rekonstruktorów historycznych i archeologii eksperymentalnej przynieśli prawie dwadzieścia lat temu znajomi. „Wybierz się z nami na Wolin, sama zobaczysz”, definitywnie ukierunkowało ścieżkę mojego rozwoju. Jestem samoukiem, choć pierwsze prace tworzyłam, podpatrując bardziej doświadczone koleżanki i zbierając (początkowo śladowe) wskazówki dotyczące techniki tkania z internetu. Obecnie skupiam się na tkaniu na tabliczkach czterodziurkowych (dają możliwość tworzenia zaawansowanych wzorów) i co jakiś czas dorzucam do oferty taśmy tkane na bardku tkackim (wyłącznie w splocie płóciennym, bez zaawansowanych technik np. wybierania wzoru).

Czy możesz nam przybliżyć temat tkanych pasów. Czym się inspirujesz przy wyborze danego wzoru?

Jak sama nazwa podpowiada krajka była początkowo krajem, brzegiem tkaniny tkanej na domowym krośnie: z prawej i lewej strony tkanego materiału wiązano pęczki osnowy z tabliczkami i tak całość tkano równocześnie, łącząc jednym wątkiem. Dzięki temu brzegi tkaniny były równe i wytrzymałe. W czasach, kiedy niemal każdy przedmiot należało wykonać samodzielnie, trwałość miała znaczenie kluczowe, stąd zapewne pomysł, by brzegowe paski-krajki tkać oddzielnie i doszywać do odzieży, wymieniając je, kiedy się zużyją.

Krajki prócz walorów praktycznych miały wartość estetyczną (podkreślaną bogatym wzornictwem i kolorystyką), społeczną (mogły określać pochodzenie lub status majątkowy posiadacza), symboliczno-magiczną (np. ochronna rola niektórych kolorów), bywały łupem wojennym lub walutą (na co wskazuje ich obecność w znaleziskach wyrobów importowanych). Historycznie potwierdzone jest używanie krajek jako lamówek do obszywania różnych elementów garderoby, opasek na głowę, pasków (również z klamerkami), podwiązek czy taśm obwiązujących odzież. W odtwórstwie historycznym zasadą jest spójność stroju (zarówno datowania, jak i lokalizacji), więc na ogół wykonuję projekty pod konkretne znalezisko – wzór, materiał i przeznaczenie krajki jest więc z góry określone. Czasem zdarza się, że ktoś prosi o motyw z konkretnego regionu i wieku, wtedy zaczynam szperanie w źródłach. Zupełnie inaczej wygląda praca przy krajkach na przykład LARP-owych lub współczesnych paskach – tutaj wzór i kolorystykę wybiera kaprys zamawiającego lub… mój („brakuje w palecie krajki w fioletach”, „a tego wzoru to wieki nie tkałam”).

 

 

Obcowanie z naturą i odkrywanie na nowo kultury naszych przodków jest dla nas bardzo ważne. Czy masz poczucie misji, żeby zaprezentować szerszej publiczności historię dawnego rzemiosła i wskrzesić jej piękno na nowo?

Rozmawiając z wieloma osobami odwiedzającymi festiwale historyczne, mam poczucie, że szkolny sposób uczenia historii (polegający głównie na wykuwaniu dat bitew) po pierwsze zraził większość do odkrywania historii, a po drugie – zrobił z niej miszmasz, w którym „najpierw jaskiniowcy okładali się maczugami, potem rycerze okładali się mieczami, a jeszcze potem była druga wojna”, gdzieś po drodze Krzyżacy i piramidy. I tyle w głowach zostało z całego bogactwa wieków… I dopiero dłuższa rozmowa doprowadza ich do odkrycia, że nasi przodkowie to przecież byli ludzie, którzy zupełnie nie różnili się od nas – z marzeniami, ambicjami, pracowici, odważni i pomysłowi. A umiejętności technicznych, wyobraźni oraz zdolności artystycznych my, z całą naszą rozwiniętą technologią, możemy im nieraz tylko pozazdrościć!

Kiedy rzemieślnik-odtwórca pokazuje replikę i zaczyna opowiadać: „trzy pakiety stali poskładane razem, po siedemset warstw każdy, to skręcane tak, a to inaczej, bez młota elektrycznego, bez hydraulicznej prasy, na węglowej kuźni (…) o tu pani popatrzy: półtora kilometra nici, osiemnaście wzorków na zmianę, czterysta ustawień tabliczek i każde daje tylko milimetr, a pas ma dwa i pół metra, a ta blaszka naprawdę ma pół milimetra, okręcona na jedwabnej nici…”. Nagle otwierają się oczy, pada pytanie: „Ale jak to tak? Tysiąc lat temu? Ręcznie? Bez maszyn?”. I gdzieś pomalutku kiełkuje szacunek dla pracy, umiejętności ludzi, którzy tworzyli arcydzieła – miecz z Sutton Hoo, krajka ze Snartemo, łódź z Gokstad…
Jeśli moja praca zawiera w sobie element misji, to chyba właśnie takiej: w świecie ukształtowanym przez technologiczne ułatwienia budzenie szacunku do talentu, determinacji i pracy ludzi, którzy tych ułatwień nie mieli, a mimo to tworzyli przedmioty budzące podziw trwałością, funkcjonalnością, pięknem. Przypominanie, że to, czym dziś dysponujemy, zawdzięczamy naszym przodkom – wynalazcom, rzemieślnikom i artystom.

Wiem, jak bliskie są ci również liczne festiwale Słowian i wikingów oraz te prezentujące dawne rzemiosło. Na przestrzeni lat można zaobserwować coraz więcej osób tęskniących za bliskością natury, których przyciąga energia takich miejsc. Czy któryś z festiwali szczególnie zapadł ci w pamięć?

Festiwale historyczne i warsztaty edukacyjne to nie tylko wikingowie i Słowianie. W Polsce działa obecnie bardzo wiele grup zajmujących się rekonstrukcją przeróżnych kultur z bardzo wielu epok – i to naprawdę na wysokim poziomie! Poszczególne festiwale historyczne mają swoją specyfikę i niepowtarzalny klimat, a co ważne – na każdym spotkamy fantastycznych ludzi, prawdziwych pasjonatów o ogromnej wiedzy. Póki sama tego nie doświadczyłam, nie wiedziałam, jak ciekawe mogą być opowieści o roślinnych barwnikach, sekretach warzenia piwa czy obrzędach koniecznych do prawidłowego wykonania szamańskiego bębna – można słuchać ich godzinami!
Gdybym naprawdę musiała wybrać, wskazałabym dwa miejsca – Wolin i Cedynię.
Wolin działa na wyobraźnie niejako dwutorowo: z jednej strony, kiedy trafiamy na wzgórza z kurhanami i miejsce po dawnej osadzie, na tablice wskazujące na dawny port i na kamienie runiczne człowiek uświadamia sobie, że ta cała historia rozgrywała się naprawdę i właśnie tutaj. Że Słowianie i wikingowie to nie stwory z komiksu, ale prawdziwi ludzie, którzy tu żyli, łowili ryby, pracowali w warsztatach, walczyli i handlowali. Ślady po ich działalności – ułamki naczyń, narzędzia, monety – zostały w ziemi, pod naszymi stopami. Potem przez ścieżkę wytoczoną w trzcinach człowiek wędruje w stronę pieczołowicie postawionego skansenu, a tam otaczają go setki ludzi w strojach sprzed wieków. Kobiety z koszykami pełnymi kłębków wełny czy dzieci w koszulinach do ziemi. Kowal poprawia świeżo wykute gwoździe. Jacyś muzykanci zaczynają grać, ktoś tańczy, ktoś inny się przyłącza i po chwili wszyscy wokół się bawią. Wielki wojownik w kolczudze, z hełmem pod pachą, targuje się o cenę miecza. Zaczyna się druga część magii: prawdziwy wehikuł czasu. Polecam.
Drugie miejsce leży na krawędzi Pojezierza Myśliborskiego – cudownej krainy urzekającej pięknem przyrody, spokojem i dostojną przeszłością – trudno mi było w to uwierzyć, ale niemal większość okolicznych wiosek, dwa domy na krzyż, ma zabytkowe kościółki. Nie, nawet nie gotyckie. Romańskie, kamienne. Sam festiwal (czerwcowy, z okazji taktycznego zwycięstwa Mieszka I) jest niezwykle kameralny, ale ma klimat oddalonego od reszty świata leśnego obozowiska. Nie wielkie handlowe emporium jak Wolin, ale właśnie mała, leśna osada – jak większość ludzkich siedzib w tamtym czasie. Posadowiona w harmonii z przyrodą, respektująca prawa natury, równocześnie korzystająca z jej skarbów w sposób pomysłowy i efektywny. Pomieszkanie tam przez chwilę bardzo ładuje duchowe akumulatory.

Większość z nas zmuszona jest funkcjonować w świecie, który przepełniony jest wszechobecnym konsumpcjonizmem, pogonią za lepszym jutrem, nie oglądając się chociażby na krzywdę zwierząt. Czy możesz pokrótce opowiedzieć historię twojej wyjątkowej suczki Dafy?

Przyszłość, zbudowana na krzywdzie zwierząt i ogólnie przyrody, nie będzie lepsza. Prawdopodobnie nie będzie jej wcale. Czasem, żeby uniknąć katastrofy w mikroskali, wystarczy nie ścinać drzewa, nie wypalać łąki, na drodze ominąć jeża, wystawić wodę dla ptaków. A decyzje o pojawieniu się zwierzaka w domu podejmować z pełną świadomością jego potrzeb i moralną odpowiedzialnością za jego los. Trzeba być ostatnim sadystycznym draniem, bez sumienia, żeby zwierzę dręczyć, głodzić, zmuszać do rozmnażania się bez opamiętania dla zysku, a ostatecznie pozbyć się – utopić, przykuć do drzewa, może „tylko” wyrzucić z auta daleko od domu. Dafa przetrwała zapewne różne fazy ludzkiego okrucieństwa – na ulicę trafiła z przerażeniem w oczach, szczeniakami w brzuchu i bliznami na całym wychudzonym ciele. Ze schroniska wyciągnęły ją panie z fundacji. Dzięki nim urodziła i odkarmiła w spokoju maluszki, którym panie szybko znalazły odpowiedzialne domy. A Dafa trafiła do mnie. Szybko okazało się, że jest to prawdziwa Psia Dama – niezwykle spokojna i zrównoważona, bardzo inteligentna i pełna psiej radości życia, choć przez jakiś czas traumy z przeszłości dawały o sobie znać – zastygała przerażona na konkretne kombinacje sygnałów (kij/laska, biała płachta, nagły hałas). Po uporaniu się z różnymi zdrowotnymi dolegliwościami zaczęła poznawać szerokie grono znajomych na dwóch i czterech łapach (według niej ludzie są wow, koty są wow, psy – prawie wszystkie – są wow, ptaki są wow, wiewiórki nie są wow!). Obserwowanie Dafy to prawdziwa przyjemność – jak zmienia się wyraz jej pyszczka zależnie od nastroju, jak wręcz widać błysk zrozumienia, kiedy tłumaczy sobie „z ludzkiego na psie”, czego się od niej oczekuje i w jak rozbudowane relacje potrafi wchodzić z innymi psami. Samo psie powitanie to cała ceremonia, i dopiero Dafa mi pokazała, jak bardzo może być ono skomplikowane i wymowne! Nie szczeka, chyba że przez sen. Spać lubi bardzo. Jeść lubi jeszcze bardziej. To jednocześnie zwykły, jak i najniezwyklejszy pies.

Czy masz jakiś wymarzony projekt, nad którym chciałabyś pracować lub stać się jego częścią?

Z całą pewnością chciałabym móc poświęcić więcej czasu na pracę nad krajkami z epoki żelaza – zarówno celtyckimi, jak i fińskimi, dużo późniejszymi. W pracach naukowych, a nawet popularnonaukowych filmach podkreśla się niezwykły kunszt ówczesnych rzemieślników i rzeczywiście „żelazne” krajki są bardzo zaawansowane technicznie i mają przebogate wzornictwo; wełniana przędza, z której zostały utkane, jest najwyższej jakości, a kolory niejednokrotnie zachowały się do dziś!

Dziękujemy, że podzieliłaś się z nami przemyśleniami dotyczącymi twojej twórczości.

 

ręcznie tkana krajka jako obroża dla psa
Ręcznie taka krajka
Ręcznie taka krajka
pasek do aparatu tkany krajka
Po czym poznać, że psu jest zimno?

Po czym poznać, że psu jest zimno?

Kiedy spadł pierwszy śnieg w mediach społecznościowych pojawiło się mnóstwo relacji właścicieli psów z zimowych spacerów. Radośnie hasające, tarzające się w śniegu i nurkujące w zaspach  czworonogi, to zdecydowanie uroczy widok. Niestety zima nie zawsze i nie dla wszystkich bywa łaskawa. W tym roku zagościła na dobre szczodrze obdarowując wszystkimi atrybutami – mrozem, śniegiem, zimnym wiatrem i lodowymi soplami, a w pakiecie otrzymaliśmy… zasolone chodniki – wróg wszystkich psich łapek! Kontakt z solą sprawia psu ból, może przyczyniać się do powstawania otarć, ran a nawet owrzodzeń. Jeśli jest możliwość, to najlepiej ominąć takie miejsce, ale czasami bywa to trudne. Właściciele małych psów mogą je w ostateczności wziąć na ręce i przenieść, ale co ma zrobić opiekun dorosłego nowofundlanda? Raczej go nie przeniesie, ale może zadbać o pielęgnację psich łap. Przed spacerem warto użyć specjalnego balsamu, wazeliny lub innego specyfiku z lanoliną, który pomoże chronić łapy. Natomiast po powrocie do domu można przemyć łapki czystą wodą, aby wypłukać resztki soli i śniegu oraz wytrzeć je ręcznikiem.

 

perun szelki bezuciskowe sznaucer miniatura

Predyspozycje  rasowe i osobnicze, wiek, kondycja i struktura szaty sprawiają, że psy różnie znoszą przebywanie w niskich temperaturach. Są rasy psów, które przynajmniej teoretycznie, lepiej sobie radzą – na przykład husky najprawdopodobniej lepiej zniesie przebywanie na zewnątrz w chłodny dzień niż charcik włoski. Berneńskie psy pasterskie mojej koleżanki uwielbiają przebywać na mrozie, kładą się w śniegu i za nic nie chcą wracać do domu. Z kolei foksterier sąsiadów wyrywa z klatki jak z procy, ale po kilkunastu minutach spaceru kiedy łapki są „zakulkowane” śniegiem, pies woli wrócić do domu.  Na negatywne skutki zimna bardziej narażone są psy stare i schorowane niż młode i pełne energii. W procesie udomowienia psy przystosowały się do naszego trybu życia. Mieszkamy w ciepłych, dobrze ogrzewanych (czasami przegrzewanych) pomieszczeniach. Psy coraz rzadziej wykonują pracę, do której pierwotnie były predysponowane, a coraz więcej czasu spędzają na kanapie. To wszystko sprawia, że zmiana temperatur o kilka a nawet kilkadziesiąt stopni przy wychodzeniu z ciepłego domu na zewnątrz  jest bardzo nieprzyjemna. Niektóre psy wydają się być bardzo zadowolone z aktywności na śniegu, ale tylko do momentu kiedy futro nie jest mokre, bo wtedy robi się im zimno.

Freddie & Wolf obroża i smycz dla psa biegnąca z wilkami

Po czym poznać, że psu jest zimno?

Bacznie obserwujmy psa. Pies, który odczuwa dyskomfort z powodu niskiej temperatury często trzęsie się z zimna, podkula ogon i popiskuje. Zdarza się, że jego sierść jest zjeżona, a pies zawraca do domu, jest niemrawy, powolny i ospały, niechętnie reaguje na wołanie opiekuna. Jeśli zazwyczaj chętnie witał się z innymi psami, a teraz ich unika, to również może to być spowodowane odczuwanym przez psa wyziębieniem.

derka dla psa amstaff

Co zrobić kiedy nasz pies marznie na spacerze?

Możemy mu zaoferować odpowiednie psie ubranie. Ubieranie psów to temat dość kontrowersyjny i niekiedy budzący skrajne emocje. Większość psów nie przepada za ubieraniem, bo nie jest to dla nich  naturalne. Jeśli nie ma takiej potrzeby, to pozwólmy psu być psem. Zdarza się jednak, że psy marzną i wtedy dobrze jest zadbać o jego komfort, przygotowując go do założenia derki czy kurtki. Celowo napisałam przygotowując go, aby zwrócić uwagę na dobrostan psa i zbudowanie pozytywnego skojarzenia metodą małych kroków.

derka wodoodporna dla psa

Nie każdy pies lubi śnieg. Zdarza się, że zabawy na śniegu bardzo podobają się psu, ale ich konsekwencje już niestety mniej. Wiedzą o tym właściciele psów długowłosych. Przy niskich temperaturach śnieg jest lekki i puszysty, ale kiedy temperatura jest bliska zeru staje się ciężki, zbity i przyczepia się do sierści tworząc ciężkie kule. Bywa też zmorą dla psów długouchych – oblepione śniegiem uszy stają się bardzo ciężkie, co jest nie tylko bardzo nieprzyjemne dla psa, ale może wywoływać ból i odmrożenia. Jak sobie z tym radzić? Możemy zamówić psu odpowiedni kombinezon, który chroni już nie tylko tułów, ale również łapy. Jeśli opiekun zdecyduje się go zakupić musi zwrócić uwagę na następujące kwestie: kombinezon nie może krępować psu ruchów, powinien być wykonany z oddychającej tkaniny, która nie filcuje sierści, a krój i rozmiar dobrany do konkretnego osobnika. Psy z długimi uszami można wyposażyć w specjalne nauszniki, tzw. snoody. Podobnie jak z kombinezonem należy psa przyzwyczaić do ich noszenia.

derka wodoodporna dla psa

Jak zaplanować spacer?

Zimą lepiej jest pójść na krótki, ale aktywny spacer – możemy zwiększyć ilość spacerów, ale skrócić ich czas. Jeśli chcemy potrenować z psem np. posłuszeństwo, to unikajmy ćwiczeń statycznych, a wykonujmy więcej dynamicznych, wymagających poruszania się. Absolutnie nie zostawiajmy psa pod sklepem! Siedzenie w jednym miejscu na zamarzniętym chodniku, może mieć poważne konsekwencje. W miarę możliwości zaplanujmy najdłuższy spacer na porę dnia kiedy jest najcieplej, czyli zazwyczaj około południa. Jeśli wybieramy się na spacer w bardziej odległe miejsce, do którego zamierzamy jechać samochodem przygotujmy psu odpowiednie warunki. Możemy zaścielić ciepły drybed lub kocyk. Jeśli uprawiamy jakiś zimowy sport lub po prostu byliśmy na aktywnym spacerze, a nasz pies akceptuje derkę, możemy mu ją założyć na czas jazdy samochodem. Zima zaskakuje drogowców, ale wcale nie musi zaskakiwać opiekunów psów. Wystarczy się do niej odpowiednio przygotować!

derka dla psa sznaucer miniatura